- Oh Herr Marechal Piłsudski
Typy |Hostele |Prawo Jazdy Poznań
„— Oh, Herr Marechal Piłsudski!... — zawołał, jakby dygnąwszy od środka, dyplomata niemiecki. — Wielki, wielki mąż stanu. Paczność, heil! jak się po polsku mówi. Pardzo, pardzo mi miło, Herr panie Wachicki. Nazywam się Strauss. Jak wiedeński walc. Czy pan się ze mną napije... Herr Sztajs, ma pan „goldwasser", zdaje się... A jeszcze lepiej, ot to. To gdańska wódka.
Gdańsk! — napomknięcie o Wolnym Mieście zabrzmiało cokolwiek dwuznacznie — ale rządził tam jeszcze reprezentant Ligi Narodów, stacjonowała nasza załoga i wszyscy wierzyli, że zbrojna ręka polska obchwytywała mury i baszty starego grodu wcale skutecznie. Zatem Leon się tylko uśmiechnął. Wraz z konsulem wyszedł do ogródka.
I natychmiast, zgodnie poniekąd z rytuałem, uległ zaklęciom dyszącej przed nim „podzwrotnikowości". Warszawski kurz (psychiczny i inny) oraz szarzyzna tu nie docierały, acz w górze niebo było szare. Patrząc jednak stąd, widziało się na nim zawsze i czemuś nie ordynarne chmurki ani obłoczki, lecz niepokojące wzory — batik przygody.
Pod tym niebem, pod gałęziami akacji niczym pod zieloną parasolką siedziała panna Barbra. Opodal czerniała już otworem swej scenki różowa teatralna buda. Rzekłbyś, że tc jakaś maska rozwarła bezzębną paszczękę i teraz bezdźwięcznie chichocze. Wtedy dopiero pojął Leon, dlaczego o jakiejś czytelni publicznej wspominał Sztajs. Albowiem nie tylko on, ale i Barbra czytała dziś w tym ogródku książkę. Wsparłszy się o stolik, obejmowała dłońmi policzki. Miała zmarszczone brwi, a czarna głowa ruszała się z boku na bok, gdy oczami przesuwała się po linijkach druku.“(5)
pozycjonowanie www warszawa |sale konferencyjne góry |Bwin
„— Oh, Herr Marechal Piłsudski!... — zawołał, jakby dygnąwszy od środka, dyplomata niemiecki. — Wielki, wielki mąż stanu. Paczność, heil! jak się po polsku mówi. Pardzo, pardzo mi miło, Herr panie Wachicki. Nazywam się Strauss. Jak wiedeński walc. Czy pan się ze mną napije... Herr Sztajs, ma pan „goldwasser", zdaje się... A jeszcze lepiej, ot to. To gdańska wódka.
Gdańsk! — napomknięcie o Wolnym Mieście zabrzmiało cokolwiek dwuznacznie — ale rządził tam jeszcze reprezentant Ligi Narodów, stacjonowała nasza załoga i wszyscy wierzyli, że zbrojna ręka polska obchwytywała mury i baszty starego grodu wcale skutecznie. Zatem Leon się tylko uśmiechnął. Wraz z konsulem wyszedł do ogródka.
I natychmiast, zgodnie poniekąd z rytuałem, uległ zaklęciom dyszącej przed nim „podzwrotnikowości". Warszawski kurz (psychiczny i inny) oraz szarzyzna tu nie docierały, acz w górze niebo było szare. Patrząc jednak stąd, widziało się na nim zawsze i czemuś nie ordynarne chmurki ani obłoczki, lecz niepokojące wzory — batik przygody.
Pod tym niebem, pod gałęziami akacji niczym pod zieloną parasolką siedziała panna Barbra. Opodal czerniała już otworem swej scenki różowa teatralna buda. Rzekłbyś, że tc jakaś maska rozwarła bezzębną paszczękę i teraz bezdźwięcznie chichocze. Wtedy dopiero pojął Leon, dlaczego o jakiejś czytelni publicznej wspominał Sztajs. Albowiem nie tylko on, ale i Barbra czytała dziś w tym ogródku książkę. Wsparłszy się o stolik, obejmowała dłońmi policzki. Miała zmarszczone brwi, a czarna głowa ruszała się z boku na bok, gdy oczami przesuwała się po linijkach druku.“(5)
<<<< Oczywiście niepoślednią rolę
| Wiemy też że ustrój >>>>
pozycjonowanie www warszawa |sale konferencyjne góry |Bwin